Czwartek, 11 czerwca
11°C Jelenia Góra

Wernisaż Jerzego Marciniaka w Muzeum Dawnego Kupiectwa

Audio

Czytaj na głos

Autor: MaS 2 min czytania

13 listopada o godz. 18.00 została otwarta wystawa dzieł malarza, który z upodobaniem utrwala urok Świdnicy. Potrwa ona do końca grudnia.

- Pan Jerzy nie jest w Świdnicy postacią anonimową. – mówiła Agnieszka Dudzińska, komisarz wystawy - Jest świetnym twórcą, który oddaje w swych obrazach miłość do Świdnicy. Jego dzieła mają także wartość ikonograficzną, ukazują obiekty, których już nie ma, na przykład słynną wieżę ratuszową. Brał udział w wielu poczynaniach artystycznych.

Od kiedy maluje Świdnicę? – Od szkoły podstawowej. – odpowiada artysta. – Urodziłem się w Koźminie, wojnę przesiedziałem w Niemczech jako małe dziecko, w 1947 r. przyjechałem tu, do Świdnicy, później opuściłem ją na krótko, w 1966 wróciłem – i jestem. Malowałem też inne miasta, podkrakowskie wsie, ale tu jestem najdłużej i Świdnica jest najważniejsza.

- Mój ojciec poznał malarza, Niemca. Spodobało mi się to, chodziłem, podpatrywałem, tym bardziej, że niemiecki znałem wtedy lepiej niż polski, co oczywiście nie ułatwiało życia. To on mnie wprowadził w malarstwo. Później prowadziłem dekoratornię, największą chyba na Dolnym Śląsku, całe województwo było pod naszą opieką.

Ulubionym obiektem malarskim pana Jerzego jest nieistniejąca już wieża ratuszowa, która zawaliła się w styczniu 1967 roku. – Całe życie walczyłem o to, żeby została odbudowana, ale się nie udało. Chciałem zrobić wystawę tylko o niej.

Malarz zdradza, skąd ten sentyment. – W 1953 roku ja, mój brat i nasz starszy kolega 30 kwietnia nocą wleźliśmy na sam szczyt wieży i zawiesiliśmy tam białe kalesony, między jedną a druga kulą. Nikt ich potem nie ściągnął, bo nikt nie odważył się tam wejść. To były takie czasy, że od razu zrobiono z tego jakąś manifestację, jednak tak naprawdę chodziło o zakład. Szukano winnych, brano nas pod uwagę, ale nikt nie chciał uwierzyć, że zrobiło to trzech chłopaków. Dziś sam nie mogę w to uwierzyć. – śmieje się pan Jerzy. – Namalowałem obraz upamiętniający to zdarzenie, jest podpisany naszymi inicjałami i datą.

Na obrazach Jerzego Marciniaka nad Świdnicą jest zawsze błękitne niebo, za wyjątkiem tego, który przedstawia pożar. Oglądamy stare sklepy, nieistniejące ulice, przeżywamy podróż w czasie, a Ślęża wygląda jak szczyt tatrzański. Widzimy miasto jako gród piastowski, otoczony murami. Średniowieczną Świdnicę przedstawia też odnowiona makieta, wykonana dla Muzeum Dawnego Kupiectwa przez Andrzeja Lichomskiego i Jerzego Marciniaka.

Skomentuj

Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.

Nie ma jeszcze komentarzy.

TikTokowa Jelonka